Blog zazieleniający Internet. Opinie i komentarze na temat bieżących wydarzeń w kraju i na świecie, filozoficzne rozważania i osobiste przemyślenia z kulturą i mediami w tle. Osoby chętne do dialogu zapraszam na stołeczny dyżur partyjny Zielonych 2004 we wtorki o 18.00 w REDakcji Krytyki Politycznej na Chmielnej 26 m. 19, domofon 319 , ci zaś, którzy przybywać nie mogą - do lektury mojego własnego miejsca w sieci.
Zielona Agencja Informacyjna
sobota, 11 sierpnia 2007
Umarł blog, niech żyje blog!

Najmilsi!

Czytaliście mnie tyle czasu, że nie sposób Wam nie dziękować. Nadszedł jednak taki czas, kiedy uznałem, że formuła tego bloga uległa wyczerpaniu. Pozostawiam go przy życiu, aby jego archiwum można było wykorzystać i poczytać. 

Powróciłem na Blogspota z nowym projektem - blogiem koła warszawskiego Zielonych 2004. Jego adres to http://zielonawarszawa.blogspot.com/ , jeśli chcecie, zmieńcie linki na swych blogach na ten. Nie będę tam pisał sam - to zbiorowa praca, nasze miejsce w sieci, dzięki któremu sądzę, że lepiej nas poznacie, polubicie i kto wie, może nawet zagłosujecie, kiedy przyjdzie pora?

Dziękuję wszystkim, którzy czytali i komentowali. To miejsce było dla Was. Wierzę, że to nowe będzie pełniło tę samą rolę.

Pozdrawiam!

17:34, bartlomiejkozek , Osobiste
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lipca 2007
Oddać władzę ludziom - Rafał Górski, "Bez Państwa. Demokracja uczestnicząca w działaniu"

Prawdziwy niezbędnik inteligentaZgodnie z zapowiedziami czas przejść do kolejnej książki z cyklu "Linia radykalna", która ma na celu przybliżenie współczesnej myśli wolnościowej. O ile pierwsza z cyklu, "Zniewolony umysł 2" wzbudziła we mnie mieszane uczucia, o tyle "Bez państwa. Demokracja uczestnicząca w działaniu" Rafała Górskiego okazała się być niezwykle inspirująca. Idea jak największego bezpośredniego uczestnictwa ludzi w sprawowaniu władzy jest tym, co łączy Zielonych i anarchistów. W sytuacji, gdy na całym świecie główne partie tracą społeczną bazę, Zieloni wszędzie, gdzie odnieśli sukces, zaczynali od silnego zaangażowania w społeczności lokalne.

Górski zna się na rzeczy - z pełną precyzją opisuje różne formy zaangażowania obywatelskiego. Czy pisze o budżecie partycypacyjnym w Porto Alegre, spółdzielniach pracowniczych czy też różnych, alternatywnych formach działania wymiaru sprawiedliwościczyni to ze swadą i w pełni kompetentnie. Ta książka nie nuży, bo nie jest w stanie. Czyta się ją niczym pasjonujący kryminał. Wsiąka się w klimat i zaczyna się wierzyć w rzeczy pozornie nierealne. Jako potencjalny prawnik byłem zaskoczony, że można stworzyć inną, dużo bardziej sprawiedliwą i resocjalizacyjną instytucję postępowania karnego. Okazuje się jednak, że sądy, w których udział biorą rodzina i znajomi dwóch stron mają dużo lepsze osiągi w przywracaniu ładu społecznego niż konwencjonalne sądy i więzienia. Również milicje, tworzone przez samych mieszkańców potrafią zapewnić ład i bezpieczeństwo bez konieczności uciekania się do aparatu odgórnej represji. Podobnych przykładów jest tu całe mnóstwo, z wyraźnie oznaczonymi czasem i miejscem występowania skutecznych remediów na bolączki współczesnej demokracji.

Porto Alegre, gdzie przez 14 lat mieszkańcy decydowali o całości wydatków lokalnego budżetu, jest niezwykle wymownym przykładem. Żeby nie było - mówimy o wielkim, liczącym sobie 1,3 mln mieście, które nie tylko się nie rozpadło, ale niektórymi wskaźnikami rozwoju wprawiło w zdumienie całą Brazylię. Dłuższa średnia życia, mniejsza analfabetyzacja i śmiertelność noworodków, większa dostępność do sieci kanalizacyjnej, porządnie utrzymywane ulice, także w uboższych dzielnicach, rozwój mieszkalnictwa socjalnego... Oczywiście wraz ze zmianą władzy w miejskim ratuszu postanowiono ograniczyć rolę mieszkańców od współdecydowania jedynie do konsultacji. Ale idea trwa i krąży, co widać po podobnych praktykach w Europie i Kanadzie. Budżet partycypacyjny wpływa na wzrost zainteresowania sprawami lokalnymi i pozwala czuć się współodpowiedzialnym za okolicę nie tylko w dniu wyborów.

Argentyńscy robotnicy, przejmujący w posiadanie przedsiębiorstwa, które zbankrutowały to również insprujący obrazek. Wskazuje on na ułomność niektórych decydentów, którym nie przeszkadza ryzyko nędzy kilku tysięcy ludzi, natomiast przejęcie majątku bankruta traktują jak niemalże zamach stanu. Okazuje się, że mogą istnieć firmy, w których nie ma menedżerów i podległych im pracowników. Kooperatywy, realizujące marzenia utopijnych socjalistów z XIX wieku, są rzeczywistością. Obok spółdzielni (wobec których autor zachowuje jednak dystans, uznając, że wpisały się w kapitalistyczną rzeczywistość) to forpoczta oporu przeciw sprowadzania wszystkiego do kategorii zysku i wyzysku.

Nie da się tej książki nie polecić. Jest absolutnie genialna i inspirująca. Razem z "Przewodnikiem lewicy Krytyki Politycznej" prezentuje najwyższą klasę lewicowej myśli społecznej, gospodarczej i politycznej. To już nie naukowe bajdurzenie, to tatalnie wywrotowa lektura, napisana prostym i przystępnym językiem. O demokracji uczestniczącej w naszym kraju za wiele się nie mówi - sądzę, że czas to zmienić!

Kino Ławki Rezerwowych: Planet Funk - Who Said (klip amatorski, IMHO dużo lepszy od oryginału)

12:59, bartlomiejkozek , Wiedza
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 lipca 2007
Bez rewelacji, bez rewolucji - Zniewolony umysł 2 - pod red. Ewy Majewskiej i Janka Sowy

Warto poczytać, mimo wszystkoWakacje upływają mi na wzmożonej lekturze mądrych książek. W związku z tym, jak również faktem ogólnego zmęczenia tymże blogiem, dość często i gęsto pojawiać się tu będą recenzje z przeczytanych przeze mnie lektur. Tę, którą będę opisywał tutaj, miałem przyjemność dokańczać w pociągu relacji Warszawa-Przemyśl. To jedna z tych pozycji, która nie zaczyna się najgorzej, dość szybko zwalnia tempo i kiedy zaczyna się wreszcie rozkręcać okazuje się, że następuje jej kres. Dobrze jest zobaczyć, co myślą ludzie, którym bliskie są idee wolnościowe - niżej piszącemu do dziś wydające się łatwiejszymi do przełknięcia niż komunizm. Może to efekt niegdysiejszych, liberalnych inklinacji, a może tego, że utopia człowieka szczęśliwego i żyjącego własnym życiem przemawia niekiedy bardziej niż omnipotentnego państwa? Trudno tu rzec, jednak recenzja nie jest tą formą, która ma zajmować się takimi zagadnieniami.

Co by nie powiedzieć, książka ma ciekawy koncept. Oto kilku autorów mieszcza w niej teksty na najważniejsze ich zdaniem tematy. W efekcie powstaje niemal 400-stronnicowa cegła z ładną okładką, która pełni rolę pośrednią między książkami z serii "Krytyki Politycznej" a jej "Przewodnikiem lewicy". Oczywiście w sosie dużo bardziej anarchizującym. Eksperyment brzmiał bardzo ciekawie, ale koniec końców nie zakończył się spektakularnym sukcesem. Mówię to ze smutkiem, gdyż była szansa na świetną krytykę neoliberalizmu, a skończyło się tylko połowicznym sukcesem. Wstęp redaktorów, w którym tłumaczą cele publikacji, zapowiada coś w rodzaju biblii kolejnego lewicowego środowiska, ale potem różnie z tym bywa.

Zacznijmy jednak od pochwał. Tekst Ewy Majewskiej o migracjach, ich kosztach i skutkach jest niesamowity. Pokazuje metody izolowania się od mitycznych "obcych" - powstawanie "twierdzy Europa" i obłuda NAFTA, zapewniającej swobodę kapitałowi, ale już nie ludziom. Powoływanie się na istnienie różnicy między prawami człowieka a prawami obywatela umożliwia rządom bogatej Północy przetrzymywanie emigrantów w warunkach urągających ich godności. Przemysław Wielgosz, redaktor naczelny miesięcznika "Monde Diplomatique" z kolei bierze na tapetę pojęcie narodu, przeciwstawiając się twierdzeniu, że zachwyt dla małych wspólnot jest lekiem na obecny model globalizacji. Przeciwnie, nierzadko jest narzędziem do wzmocnienia prawicowej hegemonii, a etnocentryzm, tak jak w Stanach Zjednoczonych, uniemożliwia solidarność klasową, zamiast której pojawiają się mechanizmy "alterglobalistycznego nacjonalizmu". Nie trzeba dodawać, że wybitnie niekorzytne. Ostatnie miejsce na podium należy się Krzysztofowi Lewandowskiemu za "Ekonomię radości" - ciekawy opis współczesnej gospodarki i źródeł jej działania. O tezach w nim zawartych warto pamiętać.

Poza tym Janek Sowa stworzył "Łamiąc kod. Media a neoliberalny konsensus". Tekst wyśmienity, pokazujący na przykładach, jak coraz więcej mają do powiedzenia reklamodawcy, a coraz mniej zwykli ludzie. Następuje tabloidyzacja i infantylizacja mediów głównego nurtu, a teksty krytykujące taki stan rzeczy nie zmieniają zasadniczego kierunku tych przemian. Takiej sytuacji starają się przeciwdziałać takie ośrodki, jak "Indymedia", gdzieniegdzie posiadające nawet swoje gazetki, rozgłośnie internetowe i programy w telewizji kablowej.

To jednak 4 teksty spośród 10, nie licząc wstępu. Pozostałe nie zrobiły na mnie aż takiego wrażenia. Tekst o cyberfeminiźmie wręcz zanudził, sama autorka, Anna Nacher, wolała uprzedzić krytykę stwierdzając, że osoby odrzucające teorię nie będą działały konsekwentnie w programie zmian. Może i tak, ale litości - naprawdę nie da się pisać prościej? Wiecznie narzeka się na dominację języka neoliberalnego, ale nie proponuje się jednocześnie alternatywy do niego, która nie jest wykładem uniwersyteckim. Na szczęście powoli ta sytuacja się zmienia. Niestety - nie tak szybko, jak by się chciało. Michała Herera i "Przyszłość pewnej hipotezy" przemilczę z podobnych powodów. Jarosław Urbański piszący o pracy jeszcze się broni, Roman Dziadkiewicz o sztuce - takowoż, ale bez rewelacji. Teksty Ewy charkiewicz nie zapadają w pamięć aż tak bardzo, może "Technologie transformacji" mają ciekawe spostrzeżenia, ale jak na mój gust momentami przypominają wybielanie realnego socjalizmu.

Podsumowując - czytać warto, może komuś spodobają się także i te teksty, wobec których sam mam dość spory dystans. Polecam każdemu z otwartą głową, a niedługo opiszę kolejny tom "Linii Radykalnej", tym razem poświęcony demokracji uczestniczącej i, co mówię już teraz, znakomity.

Kino Ławki Rezerwowych: Digitalism - Pogo

14:46, bartlomiejkozek , Wiedza
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 czerwca 2007
Manewry na Białołęce

Dzielnica ma kłopotyIdąc tropem różnych doniesień ekologicznych, postanowiłem zamieścić poniżej fragmenty listu otwartego mieszkańców Białołęki do władz miasta i organizacji ekologicznych. Ostatnio dzieją się tam prawdziwe cuda - nie dość, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nie zrealizowała swych przedwyborczych obietnic w sprawie wstrzymania budowy spalarni odpadów, to jeszcze... sami przeczytajcie, włos się na głowie jeży.

ROZWÓJ – TAK, DEGRADACJA PRZYRODY - NIE

 

Zacznijmy jednak od początku. W roku 2001 dla części z tych terenów uchwalono miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, a dla pozostałej części Zielonej Białołęki nie mającej takich planów ustalono wytyczne określające wielkość powierzchni biologicznie czynnej oraz dopuszczalną wysokość zabudowy. Stosunkowo mała liczba mieszkańców, znaczna powierzchnia terenów zielonych oraz czas i tryb wprowadzania zmian sprawił, że nikt nie zaprotestował w porę. Zdawało się niemożliwością, aby w dobie, w której obchodzi się „Dzień Ziemi”, „Dzień sprzątania świata”, segreguje się odpady, ratuje zagrożone gatunki i publicznie deklaruje konieczność ochrony środowiska pozwolono na jego degradację. Wszystkim „miejscowym” zdawało się, że plan planem, wytyczne wytycznymi, ale zapisy typu „przewaga zabudowy jednorodzinnej” gwarantują utrzymanie ekstensywnej zabudowy, za wyjątkiem budynków użyteczności publicznej (szkoły, szpitale itp.), które nie przekroczą wysokości określonych jako maksymalne 12 metrów (tj. 3,5 kondygnacji).(...) Niestety okazało się, że byliśmy w błędzie.

 

INWAZJA BLOKOWISK

Jako pierwszy ruszył do boju Dom Development z budową osiedla Derby. Z początku, ponieważ było to tylko kilka 3-piętrowych bloków zlokalizowanych stosunkowo blisko od Trasy Toruńskiej przeszło to bez większego echa. W krótkim czasie okazało się, że był to jedynie I etap budowy. Dom Development dostaje i buduje kolejne osiedla wchodząc coraz głębiej w obszar Zielonej Białołęki, gdzie obowiązuje przecież „przewaga zabudowy jednorodzinnej”. Co gorsza w miarę jak tereny i mieszkania drożeją, odległości pomiędzy blokami są coraz mniejsze, rosnące drzewa, krzewy i zarośla bezlitośnie usuwane, place betonowane, a jedyne tereny zielone stanowią wąskie paski trawników w znacznej części rozjeżdżone kołami parkujących na nich samochodów. Osiedla te liczą już ponad 10 tys. mieszkańców. Jednak urzędnicy Biura Architektury i Planowania Przestrzennego Urzędu m.st. Warszawa nie bacząc na nic wydają kolejne pozwolenia na budowę. Aktualnie realizowane jest już osiedle Derby 16. (...)

JESZCZE MOŻNA COŚ ZMIENIĆ...

Od roku 2006 trwa spór „tubylców” z firmą J&P, która przy ul. Białołeckiej chce zbudować osiedle dla 600 mieszkańców. Początkowo firma ta chciała budować zwykłe bloki, a obecnie wobec zdecydowanego sprzeciwu sąsiadów proponuje powstanie 84 wysokich „bliźniaków” (korzystając z luk w prawie budowlanym będą to domy po 4 mieszkania) na działce o powierzchni zaledwie 3,5 ha. Na tym terenie brak jest miejscowego planu zagospodarowania, obowiązują jedynie wytyczne Studium uchwalonego przez Radę Warszawy i zakładającego „przewagę zabudowy jednorodzinnej”. Dodać należy, że w okolicy brak jest kanalizacji, a inwestor prawdopodobnie chciałby otrzymać „czasową” zgodę na olbrzymi zbiornik z fekaliami. Wszystko to nie przeszkodziło urzędnikom Biura Architektury i Planowania Przestrzennego m.st. Warszawa wydać warunków zabudowy dla tej inwestycji. Spór trwa nadal i prawdopodobnie oprze się o sąd administracyjny..

OSIEDLE WPUSZCZONE W KANAŁ

Kolejną inwestycją o jakiej dowiedzieliśmy się już w bieżącym roku jest osiedle Regaty zaprojektowane przez Dom Development przy ul. Kobiałka (tak, to tam właśnie bocian jeszcze wysiaduje jajka czekając na młode) i dalej przy Kanale Królewskim w stronę Nieporętu. Wprawdzie obowiązujący miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dopuszczał w tym miejscu powstanie budynków o wysokości 12 metrów, ale budowa olbrzymiego osiedla 3-piętrowych bloków obliczonego na 5.000 mieszkańców w sąsiedztwie niskiej zabudowy oraz na terenie pozbawionym kanalizacji miejskiej jest chyba nieporozumieniem. Inwestor przejął małą oczyszczalnię ścieków, która służyła dotąd spółdzielni składającej się z kilkunastu domków i zamierza za jej pomocą uzdatnić nieczystości „produkowane” przez 5 tys. osób! Prawdopodobnie „wstępnie” oczyszczone ścieki trafią wprost do Kanału Królewskiego, przy którym zlokalizowane będzie to osiedle. Pozwolenie na budowę już wydano, mieszkania są sprzedawane mimo, że budowa jeszcze nie ruszyła. Należy jednak podkreślić, iż prawdopodobnie ani Urząd m.st. Warszawy ani Urząd Gminy Nieporęt nie zdawały sobie sprawy, że inwestycja realizowana na ich terenie to zaledwie cząstka całego przedsięwzięcia.

GDZIE INFRASTRUKTURA ?

Podkreślić należy, że – jak napisano wcześniej – rozumiemy konieczność przeznaczenia części terenów pod budownictwo mieszkaniowe. Uważamy jednak, że musi się to odbywać w sposób cywilizowany, szanujący zarówno zasady dobrego sąsiedztwa jak i uwzględniający dobro środowiska. Wiemy, że zmniejszenie gęstości zabudowy czy też obniżenie wysokości budynków spowoduje redukcję zysków developerów. Wszak przy tak wysokich cenach mieszkań oraz pozyskiwaniu kapitału na budowę dzięki kredytowaniu inwestycji przez kupujących możliwe jest wybudowanie w miejsce planowanych bloków, niskiej jednorodzinnej zabudowy. Inwestorzy dotrzymaliby ponadto swoich obietnic dotyczących otoczenia tzn. zamieszkania na zielonych, rekreacyjnych terenach. O tym, że jest to możliwe świadczą przykłady: powstający przy ul. Brzeziny rozległy, ale o niskiej zabudowie i usytuowany na dużej działce budynek hotelowy czy osiedle bliźniaków pomiędzy ul. Kroczewską i Chudoby. Przeciwko tym inwestycjom nikt z obecnych mieszkańców nie protestował. Jesteśmy ponadto przekonani, że zwabieni na tereny Zielonej Białołęki mieszkańcy nowo powstałych blokowisk po kilku miesiącach, obarczaliby winą za swoje położenie nie inwestorów, ale przede wszystkim lokalne władze. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Na całym tym obszarze brak jest praktycznie jakichkolwiek inwestycji miejskich. Tereny, na których żyje około 20 tysięcy ludzi (a więc tyle ile w przeciętnym mieście powiatowym) pozbawione są w większości wodociągów, sieci gazowej, brak jest kanalizacji. Drogi są przeważnie gruntowe, przy czym w północnej części Zielonej Białołęki nawierzchnia asfaltowa jest ewenementem. Działają tu zaledwie 3 niewielkie szkoły podstawowe (nauka na zmiany), 1 gimnazjum, brak jest jakiejkolwiek szkoły średniej, publicznego żłobka czy przedszkola, obiektu sportowego, posterunku policji, straży pożarnej... wymieniać można by długo, ale sprawy te nie należą do istoty tego wystąpienia i zostaną ewentualnie poruszone w odpowiednim czasie. Nie wyobrażamy sobie powstania na Zielonej Białołęce kilku osiedli równoznacznych z 5-tysięcznymi miastami właśnie na takich nieprzygotowanych infrastrukturalnie terenach, a do tego rozrzuconych w sposób niekontrolowany na całym jej obszarze. Wydaje się, że sprawą pierwotną dla zwiększenia zaludnienia i warunkiem podstawowym dla wybudowania nowych osiedli powinno być przede wszystkim zadbanie o odpowiednią infrastrukturę, a zwłaszcza zaopatrzenie w wodę oraz odprowadzanie ścieków deszczowych i bytowych. Jak na razie wszelkie projekty zabudowy wielorodzinnej opierają się o odprowadzenie wód deszczowych przez istniejące rowy i kanały. Podobnie jest ze ściekami – brak kanalizacji miejskiej i jednoczesna obecność cieków wodnych stanowi pokusę dla realizacji lokalnych oczyszczalni ścieków mających znacznie łagodniejsze normy niż duże obiekty (brak usuwania biogenów oraz bardzo rzadkie kontrole). Odprowadzanie wszelkich wstępnie podczyszczonych nieczystości wprost do wód otwartych, a następnie do Kanału Królewskiego grozi katastrofą ekologiczną.

INNI CHCĄ CHRONIĆ TO, CO NAJCENNIEJSZE

(...) Dodatkowo same władze lokalne prowadzą działania, które mają lub mogą mieć zdecydowanie negatywny wpływ na środowisko naturalne jak na przykład zamiar przebudowy Rowu Brzezińskiego (ciek wodny pomiędzy ul. Ostródzką a osiedlem Derby). Zaplanowano w tym przypadku wycinkę ponad 200 drzew stanowiących miejsca lęgowe wielu gatunków ptaków, znaczące poszerzenie koryta strugi ze zmianą kierunku przepływu oraz możliwość skanalizowania deszczówki (możliwość zdrenowania znacznego obszaru ZB bez zachowania retencji). Na razie ta inwestycja została (na szczęście) przynajmniej chwilowo zablokowana dzięki protestom okolicznych mieszkańców.

POSTULATY

Biorąc pod uwagę powyższe, w imieniu mieszkańców Zielonej Białołęki zwracamy się z prośbą o:

  • jak najszybsze uchwalenie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dla obszarów Zielonej Białołęki nie objętych jeszcze takimi planami, z uwzględnieniem uwarunkowań ochrony środowiska oraz nie dopuszczenie do innej niż jednorodzinna zabudowy mieszkalnej,
  • do czasu uchwalenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego wprowadzenie do Studium Uwarunkowań Zagospodarowania Przestrzennego m.st. Warszawy zapisów obostrzających warunki zabudowy na obszarze Zielonej Białołeki, w tym m.in. ustalenie minimalnej wielkości działki oraz ograniczenie wysokości zabudowy,
  • uchylenie części miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dopuszczających budownictwo mieszkaniowe o wysokości do 12 metrów i/lub powierzchnię biologicznie czynną mniejszą niż 60%,
  • w stosunku do już wydanych lub planowanych pozwoleń na budowę dla developerów budujących większe osiedla (tzn. dla kilkuset mieszkańców i większe) na terenie Zielonej Białołeki zbadanie prawidłowości ich wydania oraz przeprowadzanie ścisłej kontroli i bieżącego monitoringu stosowania się do wydanych warunków, a także wykonanie studium uciążliwości oraz zawieszenie realizacji planowanych inwestycji przynajmniej do czasu zabezpieczenia odpowiedniej infrastruktury,
  • zastosowanie warunku wybudowania instalacji sanitarnej oraz deszczowej – ale nie kosztem wykorzystania istniejących cieków wodnych i bez możliwości budowy lokalnych oczyszczalni – przy udzielaniu pozwoleń na budowę jakichkolwiek osiedli mieszkaniowych oraz większych skupisk domów jednorodzinnych. Przy realizacji budowy osiedli wymuszenie konieczności odprowadzania wód deszczowych do gruntu (zostawianie odpowiedniej rezerwy terenu pod drenaż),
  • ochronę i zachowanie w stanie niezmienionym istniejących cieków wodnych, w tym rezygnację z przebudowy Rowu Brzezińskiego.
  • utrzymanie obszarów zielonych (lasów i łąk) na terenie Zielonej Białołęki dla zapewnienia ostoi zwierzynie oraz zaprojektowanie w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego rekreacyjnych terenów zielonych przeznaczonych dla mieszkańców (parków i obiektów sportowo-rekreacyjnych),
  • informowanie oraz konsultowanie władz dzielnicy Białołęka w sprawie wydawania warunków zabudowy lub pozwoleń na budowę.
01:06, bartlomiejkozek , Polityka - kraj
Link Komentarze (1) »
piątek, 29 czerwca 2007
Modernizacja po polsku

Nie do końca o ten chodzi, ale i tak ładny jest:)Zajmuję się właśnie sprawą, która w dość jasny sposób pokazuje, na czym polega w naszym kraju zasada zrównoważonego rozwoju i dbania o przyrodę. W dzielnicy, w której mieszkam - na Pradze Południe, parków trochę mamy. Jeden z nich, położony na wysokości przystanku Rawar - Znicz, jest maleńkim skwerem zieleni, dającym wychnienie okolicznym mieszkańców. Nie da się ukryć - dość zaniedbanym. Poniszczone ławki i śmieci wyrzucane tamże nie robią najlepszego wrażenia. Nic więc dziwnego, że władze dzielnicy chcą dokonać rewitalizacji. Jednak sposób, w jaki to robią sprawił, że jako przedstawiciel Zielonych 2004 nie mogłem przejść wobec tego zagadnienia obojętnie.

Sytuacja jest następująca - w grudniu 2005 roku rajcowie wydali decyzje. Mieszkańcy o fakcie planowanej modernizacji dowiedzieli się z gazet. Zaalarmowani, zwrócili się do nas z prośbą o pomoc. A jest co ratować. Sam skwer, mający nieco ponad 1,5 hektara, wygląda dość dziewiczo. Plany dzielnicowego urzędu mają szansę skutecznie wykastrować to miejsce z jakiegokolwiek klimatu. Poza wycinką drzew ewidentnie martych pod topór pójdzie resztka okalających park krzewów, a także kilkanaście mających przed sobą wiele lat życia topól jesionolistnych. Zniknie boisko, którego teren przetnie trójkolorowy asfat, a dzieci wypędzi się na teren pobliskiej szkoły podstawowej. Miast jednego zmodernizowanego i powiększonego na tak niewielkim terenie powstaną dwa (!) place zabaw. Wszystko zaś przyćmić ma sterowana SMS-ami fontanna, która wedle władz nie może stać nigdzie indziej jak na terenie górki, którą dziatwa szkolna używa jako zjeżdżalnie w zimie. Całość zaś okalać będzie wybieg dla psów, który ograniczy przestrzeń zieleni.

Brzmi strasznie? Tak właśnie ma być, a wszystko ma zakrywać płot, który ma rzekomo oddzielić od zgiełku ulicy. Mam wrażenie, że dżumę chce się leczyć cholerą. Mieszkańcy protestują, zebrano ok. 100 podpisów w sprawie tych zmian, ale dzielnica jest nieustępliwa. W związku z tym zwrócili się do nas, Zielonych 2004 z pomocą. Wydaliśmy (zarząd koła warszawskiego) oświadczenie i wysłaliśmy list do zastępcy burmistrza dzielnicy, pana Adama Grzegrzółki , w którym pytamy się o wiele kwestii, które budzą nasze spore wątpliwości. Zaskakuje fakt, że 5 milonów złotych, jakie pochłonie ta modernizacja, pójdzie na działanie, które budzą poważne zastrzeżenia samych mieszkańców okolicy. Plany spotkania się z nimi tylko po to, by pozyskać ich przychylność, a nie zmienić choćby najbardziej kontrowersyjne plany rewitalizacyjne, uważam za działanie bardzo nie fair. Park ma być dla ludzie, a nie dla chwalących się swymi osiągnięciami urzędników. Na pytania o to, czy wpływy z SMSów pójdą na utrzymanie parku w dobrym stanie i czy zasadzone będą drzewa rekompensujące ilościowy wycięcie tych martwych, pozostaje bez odpowiedzi.

Okoliczne tereny zamieszkuje sporo osób ubogich. Oni także mają prawo do odrobiny miejsca dla siebie. Psy mogą mieć ogrodzony płotem wybieg w środku parku, gdzie będą mogły się wyszaleć i nie będzie konieczności wycinania krzewów. Podobnie fontanna może być naprawdę wszędzie - czemu zatem na terenie górki chcą ją postawić? Im dłużej przysłuchiwałem się planom lokalnych włodarzy, tym bardziej ogarniało mnie zdumienie. Cóż, nie brzmią one dobrze - choć znajdują się ciekawe rozwiązania, np. poprawiające bezpieczeństwo, to ogólny kierunek wydaje się być nieciekawy. Mieszkańcy nie potrzebują cukierkowatego i nijakiego terenu zielonego, pragną zacisznego parku z prawdziwego zdarzenia. Zobaczymy, na ile decydenci będą w tej sprawie nieustępliwi.

Kino Ławki Rezerwowych: Sneaker Pimps - Low Five

11:04, bartlomiejkozek , Polityka - kraj
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36